Sprzątanie

Jechałem tramwajem wyglądając przez okno. Był wczesny ranek i na ulicy nie było jeszcze dużego ruchu. W pewnej chwili ulicą, na którą patrzyłem, przejechała pędząc na sygnale karetka pogotowia. Pomyslałem, że ktoś miał pecha z samego rana i że pewnie to wypadek samochodowy. Po chwili ulicą przejechała druga karatka, również na sygnale, tak samo pędząc pustą ulicą. Druga myśl, że to musiał być duży wypadek. I tak jakoś przejąłem się tym wyimaginowanym wypadkiem.

Ulica nadal byla pusta i po kolejnych klikudziesięciu sekundach ulicą przejechala, już nie na sygnale ale pędząc prawie tak samo, duża żółta śmieciarka. I nagle w głowie pojawiła się myśl: "A ta to pewnie jedzie posprzątać".

I w jednej sekundzie jakiś cień zadumy nad kruchością ludzkiego życia, które może zostać w każdej chwili przerwane przez przypadkowy wypadek drogowy, zmieniło się w rozbawienie. I choć gdzieś tam próbowałem sam siebie powstrzymać przed tym, to obraz wypadku drogowego został przeslonięty scenką zamiatania szczątków wypadku. Aż mi było głupio, że nie umiem zadumać się nad kruchością ludzkiego życia, a tylko głupio się uśmiecham patrząc na pustą już ulicę.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szklaneczka whisky

Przed kościołem