Przed kościołem
Jechałem tramwajem z pracy. Siedziałem przy oknie od strony drzwi. Patrzyłem się na mijane ulice. Tramwaj dojechał do kościoła św. Marcina przy Puławskiej. Na chodniku, niedaleko bramy kościoła stały dwie kobiety. Pora była późna, było koło 19-tej, więc przez głowę przeleciała mi myśl, że kobiety te wyszły z jakiejś wieczornej mszy.
Młodsza miała ok. 35-40 lat, starsza pewnie koło 60-tki. Gdy je zobaczyłem, młodsza wyciągała rękę, a dłoń miała przy twarzy starszej kobiety. Ten gest wyglądał jak gest pocieszenia, jakby chciała przytulić starszą kobietę. Ta starsza była ubrana, tak jakby była w żałobie. Pomyślałem, że wyszły z kościoła, najprawdopodobniej z mszy za duszę jakiegoś zmarłego bliskiego starszej kobiecie. Może tej starszej kobiecie zmarł ktoś bliski, a ta młodsza teraz próbuje ją pocieszyć. Wyglądało to tak jakoś smutnie.
Po kilku sekundach młodsza odjęła swoją dłoń od twarzy starszej kobiety. Nagle zrozumiałem, co widzę. Młodsza kobieta przypalała starszej papierosa. W jednej chwili zniknął cały "smutek" tej sceny, kobiety wydały mi się ordynarne.
I nagle poczułem wielką złość na nie. Jakby ukradły mi tą piękną scenę pocieszenia w smutku, a podrzuciły mi śmierdzącego peta.
Komentarze
Prześlij komentarz