Posty

Grzybobranie

Życie ludzkie można porównać do wyprawy do lasu na grzyby. Decydujemy się na pójście do lasu w celu nazbierania grzybów. Może chcemy zjeść fajne danie na obiad czy kolację, może chcemy mieć duży zapas słoików z marynowanymi grzybami, które będziemy z przyjemnością zjadać zimą, a może chcemy obdarowywać tymi słoikami swoich bliskich. Nieważne. Już sam powód do grzybobrania stawia nas przed sporą ilością wyborów. Wyborów mniej lub bardziej ważnych, ale nieuchronnie niosących ze sobą duże skutki dla naszego życia. Przecież jak usmażymy te grzyby i zjemy, to nie wystarczy ich na zamarynowane lub ususzenie. Wybór. Zrobisz jedno, nie zrobisz drugiego, jeden wybór niesie ograniczenie innych wyborów. Będąc już w tym lesie co chwila stajemy przed kolejnymi wyborami. Pójdziemy w lewo, znajdziemy polankę z kurkami, pójdziemy w prawo, możemy znaleźć piękne prawdziwki itd. Żeby nie było tak prosto, to stajemy przed kolejnymi wyborami. Ominiemy drzewo z jednej strony znajdziemy pięknego prawdziwka, ...

Szklaneczka whisky

Dostałem dziś maila od organizatora tegorecznej edycji Pelikan Hub w Warszawie. Pisze on, że możemy go znać z forum o piórach albo ze spotkań piórowych. Możliwe że się znamy, byłem na paru takich spotkaniach. Poszukując jakichś informacji o nim zajrzałem na jego profil na Instagramie. Zdjęcia jak zdjęcia, w ogólnym wydźwięku bardzo podobne do zdjęć, jakie robią właściwie wszyscy miłośnicy pisania piórami wiecznymi, picia dobrej kawy czy golenia tradycyjnego. I pewnie jeszcze wielu pokrewnych grup zainteresowań. Czyli na zdjęciach ładne przedmioty leżące na ładnych meblach. Do tego kawa w ładnych filiżankach, szklaneczki whishy z butelkami dobrych trunków w tle. Jednym zdaniem "luksus z klasą". Na pierwszy rzut oka takie zdjęcia wywołują myśl, że też bym tak chciał, że wspaniałe musi być życie w otoczeniu ładnego luksusu. Dobry, drogi samochód. Lub choćby tylko nietypowy. Ładne i drogie ubrania, meble, pomieszczenia. Dobre trunki godne konesera, jednego dnia jeden drugiego inn...

Lubię iść

Lubię iść Lubię iść z ... Lubię iść do ... Nie lubię się wracać

Nowy Dom

Niedawno przejeżdżając przez Babice i Izabelin obserwowałem jak zwykle mijane otoczenie. Spojrzałem na budowane od kilku miesięcy budynki mieszkalne, może lepiej byłoby powiedzieć segmenty. Akurat wcześniej wydały mi się niezbyt ciekawe, nieładne, takie w których raczej nie chciałbym zamieszkać.  Popatrzyłem na narożne mieszkanie z ogromnym oknem będącym jednocześnie wyjściem na kawałek trawnika przed ich mieszkaniem. Wyglądało, że jest tam młode małżeństwo z dziećmi i starsza para, pewnie rodzice.  I w ciągu tych kilkunastu sekund gdy przejeżdżałem obok nie dało się nie zauważyć intensywnej radości wprost tryskającej z młodej kobiety, przyszłej gospodyni tego mieszkania.  Te segmenty, które mnie wydały się szczególnie nieładne, w słabym miejscu itp. dla tej kobiety były jej wymarzonym domem. Domem który teraz przez kilka miesięcy będzie z ogromną radością urządzać. Będzie budować w nim szczęście swojej rodziny. Będzie wychowywać swoje dzieci. Metafizyka. 

Sprzątanie

Jechałem tramwajem wyglądając przez okno. Był wczesny ranek i na ulicy nie było jeszcze dużego ruchu. W pewnej chwili ulicą, na którą patrzyłem, przejechała pędząc na sygnale karetka pogotowia. Pomyslałem, że ktoś miał pecha z samego rana i że pewnie to wypadek samochodowy. Po chwili ulicą przejechała druga karatka, również na sygnale, tak samo pędząc pustą ulicą. Druga myśl, że to musiał być duży wypadek. I tak jakoś przejąłem się tym wyimaginowanym wypadkiem. Ulica nadal byla pusta i po kolejnych klikudziesięciu sekundach ulicą przejechala, już nie na sygnale ale pędząc prawie tak samo, duża żółta śmieciarka. I nagle w głowie pojawiła się myśl: "A ta to pewnie jedzie posprzątać". I w jednej sekundzie jakiś cień zadumy nad kruchością ludzkiego życia, które może zostać w każdej chwili przerwane przez przypadkowy wypadek drogowy, zmieniło się w rozbawienie. I choć gdzieś tam próbowałem sam siebie powstrzymać przed tym, to obraz wypadku drogowego został przeslonięty scenką zami...

Przed kościołem

Jechałem tramwajem z pracy. Siedziałem przy oknie od strony drzwi. Patrzyłem się na mijane ulice. Tramwaj dojechał do kościoła św. Marcina przy Puławskiej. Na chodniku, niedaleko bramy kościoła stały dwie kobiety. Pora była późna, było koło 19-tej, więc przez głowę przeleciała mi myśl, że kobiety te wyszły z jakiejś wieczornej mszy. Młodsza miała ok. 35-40 lat, starsza pewnie koło 60-tki. Gdy je zobaczyłem, młodsza wyciągała rękę, a dłoń miała przy twarzy starszej kobiety. Ten gest wyglądał jak gest pocieszenia, jakby chciała przytulić starszą kobietę. Ta starsza była ubrana, tak jakby była w żałobie. Pomyślałem, że wyszły z kościoła, najprawdopodobniej z mszy za duszę jakiegoś zmarłego bliskiego starszej kobiecie. Może tej starszej kobiecie zmarł ktoś bliski, a ta młodsza teraz próbuje ją pocieszyć. Wyglądało to tak jakoś smutnie. Po kilku sekundach młodsza odjęła swoją dłoń od twarzy starszej kobiety. Nagle zrozumiałem, co widzę. Młodsza kobieta przypalała starszej papierosa. W jedne...

Drzewo

Szedłem boczną ulicą, która prowadzi tylko do jakichś mniej ważnych instytucji i dalej do jakichś osiedli. Między chodnikiem a jezdnią rosną ogromne, stare drzewa o grubych pniach. Ludzi było raczej mało. W pewnej chwili kilkanaście metrów przede mną zobaczyłem stojącą na chodniku młodą kobietę. Stała jakieś dwa metry od jednego z tych dużych drzew i patrzyła się jakoś tak bardzo intensywnie w niewidoczną dla mnie w tym momencie stronę pnia. Zupełnie nie umiałem zinterpretować wyrazu jej twarzy. Nie przychodziło mi też do głowy nic, czegokolwiek zobaczenie tam na tym pniu mogłoby spowodować taki wyraz twarzy. Przez głowę przeleciała mi tylko myśl o pojawiającej się w takich miejscach Matce Boskiej (a raczej przeróżnych plam przypominających jej sylwetkę). Ale do tego pasowałaby raczej jakaś staruszka w moherowym berecie, a nie młoda kobieta - dziewczyna właściwie. Zbliżyłem się, a ona zdawała się nic sobie nie robić z mojego pojawienia się, więc nie mogło to być nic nienormalnego czy d...