Drzewo

Szedłem boczną ulicą, która prowadzi tylko do jakichś mniej ważnych instytucji i dalej do jakichś osiedli. Między chodnikiem a jezdnią rosną ogromne, stare drzewa o grubych pniach. Ludzi było raczej mało. W pewnej chwili kilkanaście metrów przede mną zobaczyłem stojącą na chodniku młodą kobietę. Stała jakieś dwa metry od jednego z tych dużych drzew i patrzyła się jakoś tak bardzo intensywnie w niewidoczną dla mnie w tym momencie stronę pnia. Zupełnie nie umiałem zinterpretować wyrazu jej twarzy. Nie przychodziło mi też do głowy nic, czegokolwiek zobaczenie tam na tym pniu mogłoby spowodować taki wyraz twarzy. Przez głowę przeleciała mi tylko myśl o pojawiającej się w takich miejscach Matce Boskiej (a raczej przeróżnych plam przypominających jej sylwetkę). Ale do tego pasowałaby raczej jakaś staruszka w moherowym berecie, a nie młoda kobieta - dziewczyna właściwie.

Zbliżyłem się, a ona zdawała się nic sobie nie robić z mojego pojawienia się, więc nie mogło to być nic nienormalnego czy dziwnego.

Wreszcie doszedłem do drzewa. Przy samym pniu, niewidoczny dla mnie do tej pory, stał mały, może dwuletni chłopczyk i siusiał na drzewo. A kobieta okazała się jego matką i jej wyraz twarzy, nieodgadniony wcześniej, teraz od razu rozpoznałem jako wyraz matczynej uwagi i skoncentrowania na własnym dziecku.

I pomyśleć, że gdybym z jakiegoś powodu musiał zawrócić, gdybym nie poznał wyjaśnienia tej sytuacji, to później ilekroć bym przechodził obok tego drzewa, to pewnie wypytrywałbym na nim tego, co widziała ta kobieta. I nigdy bym się nie dowiedział, co ona tam widziała.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Szklaneczka whisky

Sprzątanie

Przed kościołem