Getto
W okolicy w której mieszkam, Roman Polański kręcił sceny do filmu Pianista - sceny w getcie żydowskim. Najpierw pojawiło się rusztowanie, a po kilku dniach od strony ulicy zaczęła ukazywać się fasada kamienicy. Potem doszły do tego pojawiające się na ulicy kilkudziesięciomentrowe fragmenty murów getta, okna wystawowe sklepów zostały "postarzone", słowem okolica zaczęła wyglądać zupełnie jak getto z czasów okupacji. Po kilku tygodniach prace zostały zakończone i wszystko wyglądało naprawdę realistycznie.
Któregoś dnia po południu przechodziłem, jak prawie co dnia, obok takiej właśnie "nowej" kamienicy, a właściwie tylko fasady. Z jednej strony miałem mur getta - kilkadziesiąt metrów cegieł wyglądających jakby rzeczywiście pochodziły z tamtych czasów, na murze zasieki z drutu kolczastego i szkła (choć to tylko ściana z desek, obłożona styropianem, pomalowana w cegły i postarzona). Z drugiej "stara" kamienica ze śladami po kulach, z jakimiś szyldami itp. W pewnej chwili spojrzałem w jedno z okien. Nie wiem, jak oni to zrobili, ale sprawiało wrażenie, że za tym oknem, za powiewającym firankami naprawdę jest jakieś mieszkanie (chociaż to tylko ściana zewnętrzna kamienicy i drewniana skrzynia pomalowana na czarno od wewnątrz, nic poza tym). I pomimo, że towarzyszyłem budowie tych dekoracji od początku, wiedziałem dokładnie, jak one są zrobione, to nagle odczułem jakąś taką bliską, prawie namacalną atmosferę tamtej rzeczywistości. Wydało mi się, że jeszcze niedawno ktoś w tym mieszkaniu mieszkał. A potem został wypędzony, czy może zabity.
Jakoś tak bardzo bezpośrednio odczułem ogrom tej tragedii. I to wszystko mimo całej świadomości sztuczności tych wszystkich dekoracji.
Komentarze
Prześlij komentarz